"Jak kolarz z amatora stał się nagle zawodowcem" - Gazeta Wyborcza

Tytuł: JAK KOLARZ Z AMATORA STAŁ SIĘ NAGLE ZAWODOWCEM

Podtytuł: W PRL-u żyłem zjeżdżenia na rowerze. Potem było tak samo. Zniknęła tylko fikcja w moich dokumentach. Przestałem być ślusarzem narzędziowym zatrudnionym w Romecie - mówi Marek Leśniewski

Jest najlepszym kolarzem w dziejach tego sportu w Bydgoszczy. 21 lat temu, we wrześniu 1988 r., zdobył srebrny medal w wyścigu drużynowym na 100 km. Polacy przegrali złoto z ekipą Niemieckiej Republiki Demokratycznej o niespełna siedem sekund. Akurat minął wtedy miesiąc, jak zakończył się strajk w Stoczni Gdańskiej z jednym, głównym postulatem - legalizacją Solidarności. Za dwa miesiące w telewizji zobaczymy Lecha Wałęsę, który zmiażdży w godzinnej debacie szefa PRL-owskich związków zawodowych Alfreda Miodowicza. 6 lutego 1989 r. rozpoczną się rozmowy Okrągłego Stołu.

Dobre czasy dla kolarzy

- Rzeczywiście tak się zdarzyło, że swoje największe sukcesy osiągałem, kiedy zmieniała się Polska. Ale ja sam, osobiście, nie odczułem tego przełomu. Mogę powiedzieć, że jako sportowcowi dużego wyczynu, reprezentantowi Polski, dobrze mi się żyło. Choć nie aż tak, żeby zapewnić sobie przyszłość - opowiada Leśniewski.

Za srebrny medal olimpijski każdy z czterech zawodników tej drużyny otrzymał po 5 tysięcy dolarów. - Prawdziwych zielonych, a nie bonów Peweksu. Wiem, że wtedy miały całkiem inną wartość, ale w porównaniu z obecnymi nagrodami to jest jednak nic - mówi bydgoski sportowiec.

Zarabiał pieniądze, bo był dobrym kolarzem. Wygrywał nagrody na wyścigach, miał stypendium z Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki (to odpowiednik dzisiejszego Ministerstwa Sportu) oraz specjalne stypendium olimpijskie. I jeszcze pensja z Rometu. Bo Leśniewski był zatrudniony jako ślusarz narzędziowy w bydgoskich zakładach rowerowych. Jak wszyscy zresztą najlepsi sportowcy w PRL-u - fikcyjne etaty w kopalniach, hutach, stoczniach, wojsku i milicji były powszechną sprawą.

- Sam byłem więc ślusarzem narzędziowym bodajże na WR, czyli wydziale remontowym na Fordońskiej. Nie miałem styczności z ludźmi, z pracownikami w Romecie. Fakt, że były glosy niezadowolenia, że mają nas na etatach. O tym się wtedy głośno po prostu nie mówiło. Zatrudniono nas dla dobra wyższego, kiedyś tak je rozumiano - tłumaczy Leśniewski.

Klub sportowy Romet byl wizytówką bydgoskich zakładów, po których dziś zostało tylko wspomnienie, a za swoich najlepszych czasów produkował 1 min 200 tys. rowerów rocznie.

Trenowało w nim około 200 kolarzy od seniorów po najmłodszych adeptów kolarstwa. - Finansowały to wszystko zakłady rowerowe, a dodatkowo były dotacje z miasta, z ministerstwa. Nie martwiliśmy się o nic. Dobrze wspominam tamte czasy. Nie było żadnego kłopotu ze sprzętem i pieniędzmi na wyjazdy - opowiada Leśniewski.

Etaty w firmie były dla tych najlepszych. - Po kilku takich kolarzy jak ja zatrudniał każdy wydział w Romecie. To nie było duże obciążenie dla zakładu, ale była za to reklama - mówi srebrny medalista z Seulu.

Oficjalnie Leśniewski i każdy polski kolarz był wtedy amatorem. W końcu zarabiał na życie jako ślusarz narzędziowy. PRL, tak jak wszystkie państwa bloku wschodniego, w ten sposób demonstrował swą wyższość nad Zachodem, gdzie sport był zawodowy.

W 1989 r., już po wyborach 4 czerwca, Leśniewski osiąga swój drugi wielki sukces - wicemistrzostwo świata w drużynie w Chambery we Francji.

Wówczas nie był już zawodnikiem Rometu. Klub z Bydgoszczy zawiesił go za to, że chciał przejść na całkiem już legalne wówczas w Polsce zawodowstwo. Akurat powstała w naszym kraju pierwsza zawodowa grupa kolarska Eksbudu (to firma budowlana z Kielc błyskawicznie wówczas się rozwijająca, która stała się jej sponsorem). Romet nie miał zamiaru puszczać swej gwiazdy. Skończyło się na dyskwalifikacji. Kara nie była jednak zbyt dolegliwa. Polski Związek Kolarski nie dał skrzywdzić swego asa - Leśniewski startował w kraju i za granicą w barwach kadry.

- Po mistrzostwach świata w Chambery zostałem jeszcze miesiąc we Francji, w Louzonville. Wygrałem kilka wyścigów, a w marcu 1990 r. wyjechałem z całą rodziną do Francji - wspomina kolarz.

- A nie było kłopotów z paszportem? - pytamy Leśniewskiego.

- Miałem dwa: służbowy i prywatny. Pierwszy używałem, jak jechałem z kadrą. Na drugi wyjechałem do Francji, a to już był taki czas, że problemów nie było. Jako sportowiec byłem rozpoznawalny. Nazwisko i twarz pomagały. Zamiast czekać miesiąc, miałem go praktycznie na drugi dzień. W PRL-u było dużo przekrętów, ale wiele spraw można było też szybciej załatwić - odpowiada.

We Francji startował w amatorskim klubie. Już bez fikcji w postaci etatu ślusarza. - Ale znowu jedynym moim zajęciem było jeżdżenie na rowerze. Jednakjuż oficjalnie za to dostawałem wynagrodzenie - stwierdza Leśniewski. - W PRL-u byłem kolarzem, a zarabiałem pieniądze niby jako ślusarz narzędziowy. Po 1989 r. kolarzem nadal pozostałem, ale zarabiałem za to, co naprawdę robiłem - podsumowuje Leśniewski zmianę w swoim życiu.

Z przodu pegaz, z boku sanino

Bydgoski klub sportowy Romet był w czasach PRL-u drużyną fabryczną zakładów rowerowych. - Istniał w zakładach specjalny wydział objeżdżaczy motorynek, a my faktycznie byliśmy objeżdżaczami najlepszych rowerów - mówi Leśniewski.

Na ich potrzeby w Romecie powstał nawet specjalny wydział rowerów wyścigowych. Mieścił się w budynku na rogu ul. Fordońskiej i Wyszyńskiego, tuż przy rondzie. Dziś znajduje się tam m.in. zakład wulkanizacyjny.

W nim powstawały rowery będące w latach 80. marzeniem każdego chłopaka - słynne romety, następcy wcześniejszych jaguarów i huraganów.

- Wydział rowerów wyścigowych był specjalną komórką firmy. Składano je tam dla nas i całej kadry na miarę, dla każdego osobno - opowiada sławny kolarz. - Części sprowadzane były z Włoch - zdradza Leśniewski.

Na tak podrasowanych rometach super polska reprezentacja startowała w Wyścigu Pokoju i mistrzostwach świata.

Składano je przy Fordońskiej, malowano na biało-czerwono i na każdym jeszcze kaligrafowano imię i nazwisko kolarza. Z przodu był pegaz - logo Rometu.

Rometów super w normalnej sprzedaży nie było. Można było za to dostać, ale także jak się już miało duże znajomości, gorsze ich odmiany: romety sport i special. - Ale one już miały osprzęt wyprodukowany w RWPG. Pamiętam, że nasze były hamulce, korby z Głowna, piasty robiono w Poznaniu, a obręcze w Bydgoszczy. A z naszymi rowerami wiąże się wiele ciekawych historii np. na mistrzostwach świata w 1984 r. po cichu w nocy naklejono na mojego rometa naklejkę sanino - tak się nazywał wioski sponsor, który przekazał sprzęt reprezentacji. Tylko z przodu pozostał charakterystyczny rometowski pegaz - wspomina Leśniewski.

W wolnej Polsce jest konkurencja

W 1993 r. bydgoski sportowiec wrócił z Francji do Polski. Od kolarstwa nie odszedł. Został najpierw trenerem kadry młodzieżowej. Był też dyrektorem sportowym zawodowej grupy Hoop CCC Polsat. Spróbował też swych sił w biznesie. Miał sklep rowerowy na Szwederowie. Zamknął go po dwóch latach. - Dwa, trzy lata temu były w Bydgoszczy 32 punkty sprzedaży rowerów. Konkurencja była wielka, a ja miałem rowery markowe. Ludzie nie zarabiają jak na Zachodzie, wolą więc kupować taniej w supermarketach. U mnie sam hamulec tarczowy kosztował 400-500 zł, a w supermarkecie mogli dostać rower z przednim hamulcem tarczowym za 270 zł, w 10 ratach po 27 zł - mówi Leśniewski.

W ubiegłym roku pracował w firmie Museeuw w Osielsku. - Byłem ich przedstawicielem na wschodni rynek. Najdroższa rama kosztowała ok. 4 tysięcy euro. Kiedy euro skoczyło o złotówkę, mój towar podrożał o 4 tys. zł. To był za drogi sprzęt. Straciłem robotę - opowiada wicemistrz olimpijski. Od dziś zaczyna pracę w wydziale sportu i turystyki Urzędu Miasta.

- Mówiliśmy o przełomie. Ja źle tamtych czasów nie wspominam. Ale jest, jak jest. Cieszę się, że teraz będę pracował znowu w sporcie dla Bydgoszczy.

WOJCIECH BORAKIEWICZ

Gazeta Wyborcza Bydgoszcz; Nr: 138.6051; str. 2; 2009-06-15

Twój komentarz


Maksymalnie 1000 znaków. Znaczniki HTML wyłączone.

Komentarze nie na temat, łamiące zasady netykiety, lub spam zostaną usunięte!

CaptchaText

Wasze komentarze

Janisa2012-12-29

AFAICT you've coevred all the bases with this answer!

cafpuua2013-01-19

grEZgn , [url=http://nrsyzjzqdpfx.com/]nrsyzjzqdpfx[/url], [link=http://jgmvnmrodyiu.com/]jgmvnmrodyiu[/link], http://hagkylonvnag.com/

bnbxjel2013-01-21

T7N658 pnaxrckscipg

Marek Lewandowski2014-07-21

W latach 80-tych sportowy wzór do naśladowania.Zetknąłem się z M.Leśniewskim trenując kolarstwo, właśnie w tych latach, w Romecie Bydgoszcz.Do dnia dzisiejszego jeżdżę rowerem i mile wspominam tamte czasy.W sklepie rowerowym M. Leśniewskiego na Szwederowie nabyłem rower firmy Wheeler ,nie zawiódł mnie do dziś tak jak zapewniał Marek L.Czasami spotykam Marka L.,rozmawiamy.Ceny są zwariowane Szkoda że nie prowadzi już interesu.Nie zmienił się od lat.Wspaniały człowiek.Przy politykach się nie zmieni.
Marek Lewandowski

Emre2015-10-11

Arco pisze:Super! Szkoda tylko, ze samolot nie njucoe w Bydgoszczy lecz wraca do Krakowa Pytanie jak to się ma do szans na połączenia do Kopenhagi skoro ten samolot nie będzie u nas stacjonował?



Tak
Nie
Nie mam zdania


Głosuj
Wyniki
Szlaki Bory Tucholskie, Bydgoszcz, Toruń
Szlaki Kujawsko - Pomorskie


Centrum rowerowe

CMT Sport

Sport Factory

Patron medialny:

TVP Bydgoszcz