"Refleksje po Europejskim Dniu bez Samochodu" - Verte.pl

Tytuł: Refleksje po Europejskim Dniu bez Samochodu

„Gazeta Wyborcza Bydgoszcz” wypowiedziała jakiś czas temu wojnę dyrektorowi Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy Janowi Siudzie w związku z jego niefortunną wypowiedzią na temat miejsca dla rowerów w przestrzeni publicznej naszego miasta. Przypomnijmy słynne słowa: Jeśli [rowerzyści] narzekają na tłok, to niech sobie kupią węższe rowery. Faktycznie, po przejażdżce na przykład nową ścieżką rowerową wzdłuż ulicy Bydgoskiej w Niemczu, można zacząć wierzyć w zasadność tej sugestii. Otóż ścieżka ma tam jakieś, góra, 50 (słownie: pięćdziesiąt) centymetrów szerokości, podczas gdy – nawet przy założeniu, że miała to być ścieżka jednokierunkowa – powinna mieć ona minimum 1,5 metra szerokości. O zgrozo – nie trzeba wyjeżdżać poza miasto, by natrafić na takie przykłady: rowerzyści z Fordonu, który ogólnie cierpi z powodu „skomunikowania” z resztą miasta, w ramach tworzenia „sieci” dróg rowerowych dostali od ZDMiKP chodnik podzielony białą linią. Ani piesi, ani rowerzyści raczej zadowoleni z tego być nie mogą. Czy więc to, że Bydgoszcz nazywana jest często „małym Berlinem”, ma oznaczać, że również ścieżki rowerowe powinny być w niej „małe”? Na szczęście Niemcz to inna gmina i inna jednostka samorządowa, więc dyrektor Siuda nie miał z jej wąskością nic wspólnego, ale nazywanie przez niego wydzielonego kawałka chodnika drogą rowerową, bo tak jest na papierze, daje mocno do myślenia.

Wróćmy do tematu publicznego sporu. W przypadku „Gazety” była to jedynie kwestia głośnego komentarza, komentarza na tak zwanych łamach, który to komentarz, w tak powszechnej formie, miał szanse dotrzeć do masowego odbiorcy. A tak naprawdę zaczęło się już dużo wcześniej, istniały wszak od jakiegoś czasu w Bydgoszczy inicjatywy takie jak na przykład Bydgoszcz Rowerowa (marzec br.), czy też Pracownia Kultury Współczesnej (wrzesień 2004), niestroniąca od organizowania ekodebat. Jednak dopiero artykuł w gazecie mógł tak naprawdę coś „ruszyć”. No i zaczęło się, o zielonym, zrównoważonym transporcie zaczęliśmy mówić głośno, publicznie. 22 września, z okazji Europejskiego Dnia bez Samochodu, zrobiliśmy to znowu – pełnym głosem przemówiliśmy o zielonych ideach, o zielonym transporcie, w końcu: o „Zielonym Mieście Nowej Generacji” – książce-miejskim zielonym manifeście autorstwa Beaty Maciejewskiej i Dariusza Szweda z Zielonych 2004. Debata zgromadziła kilkunastu pasjonatów Bydgoszczy. Gorąca dyskusja pokazała, jak ważne są kwestie konsultowania wszystkich działań władz miasta, które dotyczą przestrzeni publicznej, z mieszkańcami. Efektem debaty jest decyzja, że będą one organizowane na poszczególnych osiedlach. Podczas tych debat będziemy chcieli włączać mieszkańców i mieszkanki w proces współdecydowania – jak piszą autorzy publikacji „Zielone Miasto Nowej Generacji”: wtrącać się we władzę.

Wcześniej, 25 sierpnia br., walczyliśmy również na debacie zorganizowanej w ramach Akademii Myśli Społecznej – „Bydgoszcz WąskoRowerowa”, na której to wspomniany wyżej dyrektor Siuda, jakby chcąc zrehabilitować się w oczach rowerzystów i rowerzystek, kreślił świetlane plany ZDMiKP względem nich, a wszelkie niedociągnięcia tłumaczył odwiecznym argumentem: „brak pieniędzy”. Jednak tajemnicą poliszynela jest, że „brak” środków finansowych na inwestycje w infrastrukturę rowerową wynika najczęściej ze złego, nieprzemyślanego, niekompetentnego nimi zarządzania. Z bydgoskiej kasy miejskiej niebagatelne środki idą na – o zgrozo! – festiwal Hity na Czasie, minipomniczki, klombiczki na rondach, jakieś gigantyczne piłki (po co?), reklamy świetlne ratusza, inne szmery-bajery, podczas gdy ludzie – i to nie tylko ci pijani, zainteresowania którymi nie zdradza straż miejska – wywracają się na dziurawych chodnikach na głównych arteriach miasta.

Bydgoszcz to klasyczny przykład potiomkinowskiej wioski – w telewizyjnej „Dwójce” transmisja z „festiwalu na światowym poziomie” – Smooth Festival, a w „realu” źle się dzieje – brud, smród i stagnacja. Może zamiast wydawać miliony złotych na zachodnią pierzeję Starego Rynku i muzeum martyrologii (jakże smutnym narodem jesteśmy!!! Nie lepiej byłoby zainwestować na przykład w jakieś centrum sztuki współczesnej, czy z prawdziwego zdarzenia społeczny ośrodek wkluczania osób i grup wykluczonych?), większe pokłady pieniędzy łożyć na transport publiczny na unijnym poziomie (brawo poznańska Pestka!), ścieżki rowerowe i chodniki? W końcu jakże często nie chce nam się korzystać z nich w ich obecnej, zatrważającej formie. Nie wspominając już nawet o tym, że ceny biletów komunikacji miejskiej są w Bydgoszczy jednymi z najwyższych w kraju – bilet jednorazowy w stolicy kosztuje 2,80 zł, u nas – zaledwie o 20 groszy mniej! Ale za co płacimy – tego już nie wie nikt – może za zaklejone reklamami szyby w autobusach i tramwajach, przez które nie widać, na jakim odcinku trasy się znajdujemy?

Karol Zamojski (członek Rady Krajowej Zielonych 2004, dyrektor Pracowni Kultury Współczesnej): Bydgoszcz, podobnie jak większość miast polskich, inwestuje w transport, myśląc wyłącznie kategoriami kierowców. Żyjemy w smutnym dogmacie: transport = asfalt. Pamiętajmy wszakże, że statystycznie w Polsce przypada 1,4 osoby na samochód. Inwestując zatem o 30 procent większe środki w pieszą przestrzeń publiczną w stosunku do samochodowej, zwiększamy 40-krotnie „pojemność” miasta. Łatwo sobie wyobrazić zyski społeczne i środowiskowe. Pamiętać także należy, że transport jest zaledwie jednym z elementów strategicznego zarządzania miastem. Cały zrównoważony system miasta domaga się radykalnego przemyślenia relacji między poszczególnymi obszarami publicznymi. Jakkolwiek dotąd w Bydgoszczy nie chciano tak myśleć. Gdyby zechciano – jesteśmy gotowi do pomocy. I jak wskazują debaty, które organizujemy, mieszkańcy i mieszkanki Bydgoszczy też są już gotowi.

Niedzielny Dzień bez Samochodu, jak na Bydgoszcz, wypadł zdecydowanie budująco Europejski Dzień Bez Samochodu w Bydgoszczy to było prawdziwe święto rowerzystów, którzy w peletonie blisko 800 osób przejechali z płyty Starego Rynku do Myślęcinka. Cieszy to tym bardziej, że takiej ilości cyklistów dawno nie widzieliśmy na żadnej imprezie. Piękny znak: rowery w Bydgoszczy nie są zjawiskiem marginalnym – znak, że jest potrzebna przyjazna infrastruktura rowerowa w mieście – donosi Bydgoszcz Rowerowa. Nie tylko zresztą u nas Dzień bez Samochodu obchodzony był po europejsku – wierząc na przykład regionalnym oddziałom „Gazety Wyborczej”, jak Poznań, Lublin czy Szczecin, wszędzie święto owo przyjęto nad wyraz entuzjastycznie. Jednak nie popadajmy w hurraoptymizm: to tylko jeden dzień w roku! Nazajutrz i tak zdecydowana większość z was wsiadła do swoich wozów i przemierzała, jak co dzień, nieziemski dystans pięciu kilometrów do swojego miejsca pracy. Zresztą, zastanówmy się, kto tak naprawdę przyczynił się do sukcesu EDbS – władze miasta czy może jednak wyłącznie NGO’sy? Starania ze strony miasta ograniczyły się początkowo chyba jedynie do naklejek promujących transport publiczny, umieszczonych, notabene, tylko w... autobusach! Na szczęście władza wyszła naprzeciw inicjatywie Bydgoszczy Rowerowej:

Sytuacja rowerzystów w wielu miastach pokazuje, że zamiast cieszyć się Dniem bez Samochodu, zmuszeni są oni do walki o swoje prawa, jak to miało miejsce na przykład we Wrocławiu. W Bydgoszczy tego roku było lepiej dzięki zaangażowaniu wydziału gospodarki wodnej i ochrony środowiska. Nie tylko włączył się on w znaczący sposób w organizację rajdu przez miasto. Jedną z atrakcji dla szkół, które przybyły na rajd, była nagroda w postaci stojaków rowerowych dla tej szkoły, która przybędzie najliczniejszą grupą. Niestety, większość stojaków rowerowych w mieście (również tych przed urzędami) nie spełnia oczekiwań rowerzystów. Dlatego cieszyć może fakt, że przed zakupem WGKiOŚ skonsultował wybór z redakcją Bydgoszczy Rowerowej. Niby mała rzecz, ale dzięki temu pieniądze nie pójdą na kolejny bubel. Pozostaje tylko czekać, aż inne jednostki miejskie odpowiedzialne za infrastrukturę rowerową w mieście zaczną tak postępować. Jeden wydział to tak jak jedna jaskółka – jeszcze wiosny nie czyni. Lecz pokazuje, że jaskółki nie wymarły jak dinozaury i szansa na rowerową wiosnę jest – pisze Łukasz Juszczak z Bydgoszczy Rowerowej.

I dodaje: EDbS mentalności ludzi nagle nie zmieni. Tego możemy być pewni. Ale zastanowić się trzeba, dlaczego blisko 800 osób wyjechało w niedzielę na ulice, a następnego dnia zrezygnowało z tego środka transportu? Lenistwo? Nie sądzę. Z ekonomicznego i zdrowotnego punktu widzenia rower w wielu przypadkach jest najbardziej racjonalnym środkiem transportu. Jak pokazują kraje Europy Zachodniej, nawet zimą, i to niezależnie od zajmowanego stanowiska, można korzystać z roweru. Więc dlaczego u nas tak nie jest? Pewnie niejedna osoba powie, że zachłysnęliśmy się modą na samochody, które mają pokazać nas statut społeczny. Ja odpowiem: z powodu braku infrastruktury rowerowej w postaci dróg dla rowerów, stref z ograniczoną prędkością, parkingów, przechowalni czy możliwości odświeżenia się po dojechaniu na miejsce. I dochodzimy do tego, że wpadliśmy w błędne koło: nie tworzy się infrastruktury, bo nie ma dla kogo… Nie ma dla kogo, bo nie ma infrastruktury. Mały książę poczułby się jak na planecie pijaka… Do tego nie zauważa się u nas rozwiązań innych niż wydzielone drogi dla rowerów, a wiele zachodnich miast, na przykład Berlin, pokazuje, że takie rozwiązania są i mogą pozwolić na oszczędność publicznych pieniędzy. Trzeba tylko chcieć, a nie dążyć do kolejnych kilometrów dróg rowerowych, z których nie korzystają rowerzyści, a które na papierze prezentują się idealnie. Papier wszystko przyjmie, co udowodniła debata »Bydgoszcz WąskoRowerowa«. Dzień bez Samochodu jest dobrą okazją, by powiedzieć, że to, iż na papierze mamy 46 kilometrów dróg dla rowerów, wcale nie oznacza, że są one dobrej jakości. Należy się także zastanowić, dla kogo tworzymy przestrzeń miejską? Czy uprzywilejowani mają być jedynie kierowcy, czy powinniśmy zacząć od niechronionych uczestników ruchu? Dlaczego zapomina się o niwelowaniu krawężników, dlaczego pieszy i rowerzysta na skrzyżowaniu czekają po kilka minut na zmianę świateł i relację, którą samochód pokonuje przy jednej zmianie, niechroniony uczestnik pokonuje podczas trzech zmian świateł? Czy zasada zrównoważonego transportu nie mówi: »zanieczyszczający płaci«? Czy osoba niepełnosprawna, pieszy, rowerzysta zanieczyszczają? W wielu miastach udało się zwalczyć lobby kostki brukowej, umożliwić rowerzyście przewożenie roweru komunikacją miejską (niezwykle przydatne w przypadku awarii bądź nagłego załamania pogody), czy zorganizować parkingi rowerowe. W Bydgoszczy jest to jeszcze przed nami, oby takie dni jak EDbS otworzyły oczy miasta na faktyczne potrzeby cyklistów. Ale czy poprzednie edycje nie pokazują, że tak nie jest?


Emilia Walczak (członkini Zielonych 2004): Dla mnie Dzień bez Samochodu ma dokładnie to samo znaczenie, co Godzina dla Ziemi. Czyli praktycznie żadne. Przepraszam za ten pesymistyczny ton, ale nie idzie o to, by jeden dzień w roku żyć zdrowo. Idzie o to, by czynić tak już zawsze.

Co możemy zrobić? Paweł Fischer-Kotowski (wolny współpracownik Zielonych): Zachęcanie do korzystania z publicznej komunikacji to między innymi wyznaczanie buspasów, dbanie o komfort pasażerek i pasażerów oraz unikanie podwyżek cen biletów. Organizowanie jednego happeningu raz w roku to zdecydowanie za mało!

Co ciekawe i pokładamy w tym fakcie pewne nadzieje na jakąś pozytywna zmianę w mieście, Rada Miasta Bydgoszczy 23 września głosowała nad przyjęciem „Informacji o stanie środowiska (…) z 2008 roku”, opracowanej przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. A wynika z niej na przykład, że aż w 15 na 20 badanych miejsc w Bydgoszczy przekraczana jest dopuszczalna norma poziomu dźwięku generowanego przez komunikację samochodową. Pozostałych pięć jest bardzo blisko granicy 60-65 decybeli. A hałas to i tak nie wszystko, bo dochodzi do tego zanieczyszczenie powietrza, zły wpływ na klimat, czy zwiększone wydatki na tzw. „koszty zewnętrzne”. Miasto powinno zadbać nie tylko o ekrany akustyczne i bieżącą naprawę dróg, ale także skuteczniej zachęcać mieszkanki i mieszkańców Bydgoszczy do częstszego korzystania z transportu publicznego. Oczywiście można to zrobić przyjmując wyłącznie systemowe rozwiązania, które zawsze będą miały najpierw charakter polityczny. Należą do nich: tworzenie spójnej strategii rozwoju transportu zbiorowego, zintegrowanej z polityką ekologiczną państwa, promowanie w większym stopniu publicznego transportu zbiorowego zamiast indywidualnego oraz zachęcanie ludzi do korzystania z alternatywnych, mniej szkodliwych dla środowiska rozwiązań; rozwój zintegrowanego transportu zbiorowego, w tym rozwiązań multimodalnych, stworzenie systemu „parkuj i jedź” (jeden bilet: parkingowy i komunikacji zbiorowej), rozbudowa stref pieszo-rowerowych, a także instrumentów zachęcających do dzielenia się samochodem przy dojeździe do pracy, uczelni. Kluczową jednak sprawą w spójnym i zrównoważonym systemie komunikacji jest zadbanie o najczęstszych użytkowników szlaków komunikacyjnych w mieście – wprowadzenie zrównoważonej pieszej polityki transportowej. Wszystkim wyjdzie to na zdrowie!

© 2009 Emilia Walczak, Karol Zamojski, Paweł Fisher-Kotowski, Łukasz Juszczak

Verte: Krytyczny Magazyn Internetowy; 2009-10-06; link

24 września br. tekst ukazał się na stronie internetowej Zielonych 2004.

Twój komentarz


Maksymalnie 1000 znaków. Znaczniki HTML wyłączone.

Komentarze nie na temat, łamiące zasady netykiety, lub spam zostaną usunięte!

CaptchaText

Wasze komentarze

inkwizytor2009-10-14

Kurka po texcie, że niepotrzebne jest przypominanie historii odechcialo mnie sie ten text czytać. No tak lepiej wybudować muzeum sztuki wspólczesnej bo to takie europejskie i nijakie. Kolejny budyniowaty pomysl (czyli nijaki) mlodego japiszona. Przypominam, że naród bez pamięci przestaje istnieć.
Można fajne muzeum wybudować czego przykladem jest Muzeum Powstania Warszawskiego- najciekawsza rzecz do obejrzenia w W-wie.
Muzeum sztuki wspólczesnej ma to do siebie, że po miesiącu exponaty sa do wyrzucenia bo nie sa juz wspólczesne i nie maja wartości. Po co więc stawiać coś niepotrzebnego - lepiej postawić nowoczesne muzeum mówiące o przeszlości narodu.

biker2009-10-15

Muzea w Bydgoszczy już są, wystarczy je "odświeżyć", rozszerzyć zbiór eksponatów i szeroko informować o wystawach.



Tak
Nie
Nie mam zdania


Głosuj
Wyniki
Szlaki Bory Tucholskie, Bydgoszcz, Toruń
Szlaki Kujawsko - Pomorskie


Centrum rowerowe

CMT Sport

Sport Factory

Patron medialny:

TVP Bydgoszcz