"A teraz do Wenezueli!" - Express Bydgoski

Tytuł: A teraz do Wenezueli!
Podtytuł: Autobusem z karaoke, pociągiem z myszami i sprzedawcą makaronów lub po prostu rowerem

Podróżują, czym się da i możliwie tanio, bo gdy chęć poznania świata wygania z domu, nic ich nie zatrzyma.

Monika wciąż ma przed oczami balony, unoszące się i tryskające fajerwerkami.

Festiwal balonów

- To wyglądało naprawdę niesamowicie! Był już wieczór, a my całkiem przypadkowo trafiliśmy do miasteczka, którego mieszkańcy wpadli na pomysł, by do wybudowanych przez siebie wielkich balonów podczepić fajerwerki i wypuszczać je w niebo. Całemu ceremoniałowi towarzyszył transowy taniec. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś tak ekscytującego jak właśnie ten festiwal balonów - przyznaje Monika Gajewska, torunianka, na co dzień brand manager w jednej z firm, wspominając swoją niedawną wyprawę do Birmy, w której niejedno mogłoby zaskoczyć przeciętnego Europejczyka. Panowie w charakterystycznych longhi (rodzaj spódnicy do kostek), betel i plucie na każdym kroku czerwoną śliną oraz wszechobecne karaoke.

- Nawet najgorsze autobusy w Azji są wyposażone w telewizor, na którym wyświetla się teledyski, a u dołu ekranu słowa piosenek - opowiada Monika. - Muzyka jest zazwyczaj puszczana bardzo głośno, ale miejscowi pasażerowie nie śpiewają, tylko oglądają.

Autobus byłby pewnie bardziej rozśpiewany, gdyby jechali nim uczniowie Daniela Drelicha, torunianina uczącego w szkole w Tajlandii języka angielskiego.

- To dla mnie wielkie wyzwanie. Nie jest to jednak powołanie, ale czysta ciekawość, sam wiele się w ten sposób uczę - przyznaje Daniel.

Po raz pierwszy w rolę belfra wcielił się w klasztorze koło Hang Zhou, w Chinach. Mnisi potrzebowali eksperta do tłumaczenia starych skryptów ze starochińskiego na język europejski.

Belfer w Chinach

- Uczyliśmy wysoko w górach, codziennie maszerując z tablicami ścieżką na przepiękną przełęcz z bajecznym widokiem na obie przylegające doliny. Potem uczyłem w Yang Shou. To miasto w prowincji Guanxi wśród wapiennych skał wyrastających pomiędzy ryżowiskami. Miałem tam świetnych studentów, bardzo cierpliwych i inteligentnych - wspomina Daniel Drelich.

Na swym koncie golbtroter ma 45 krajów, głównie eurazjatyckich.

W Azji czas płynie inaczej.

- Pociąg, którym jechałem wraz ze swymi towarzyszami podróży, był naprawdę wyjątkowy, bo było w nim wszystko: myszy, sprzedawcy makaronu, okoliczni znachorzy, a nawet muzyk bez nogi - wspomina Monika Gajewska. - W podróży był też czas zaprzyjaźnić się z birmańską rodziną. Udało się, mimo że ona nie znała ani słowa po angielsku, a my po birmańsku, no może poza „dziękuję” i „dzień dobry”.

Oprócz przemieszczania się lokalnymi środkami transportu, warto znaleźć czas na kilkudniowy trekking.

- Zawsze jest okazja, żeby trochę się poruszać, przejść przez dżunglę czy góry, - wymienia Monika - poznać okolice i ciekawych ludzi czy wreszcie przenocować w dżungli albo w buddyjskim klasztorze.

Rowerem bliżej

Z gościny buddyjskich mnichów, jordańskich Beduinów czy osadników laotańskich wiosek pełnych śmiejących się dzieciaków korzystał też Leszek, z zawodu informatyk, który najchętniej przemierza świat na rowerze.

Dlaczego?

- Kiedyś w Maroku zatrzymałem się na nocleg w czymś, co było częścią kompleksu wojskowego. Podczas rozmowy z pilnującymi terenu dwoma stróżami doszliśmy do wniosku, że przez najbliższe trzy tygodnie zwiedzę miejsca w Maroku, które dla nich zawsze były nieosiągalne. Podobnie jest w Tajlandii, Kambodży i Laosie. Tamtejsza ludność najczęściej porusza się maksymalnie 20 kilometrów od swojej wioski i nie może nawet marzyć o dalekiej podróży, chociażby z uwagi na problemy formalne, nie wspominając o finansach.

I chociaż, jak przyznaje Leszek, jazda rowerem bywa niebezpieczna ze względu na ruch na drodze czy ryzyko, że na bezdrożach marokańskiej półpustyni mogą nas ścigać na przykład „wściekłe” psy, to i tak rower jest niezastąpiony.

- Jadąc nim, zjednujesz sobie ludzi, bo nie jesteś anonimowy jak pasażer autokaru, który przez szybę okna celuje obiektywem aparatu fotograficznego, by zrobić zdjęcia tubylcom. Na rowerze możesz lepiej „dotknąć” świata - twierdzi pan Leszek marzący o tym, by objechać glob dookoła i to nieraz!

- Na rowerze byłoby to dość trudne, ale chciałbym powrócić do wielu z miejsc, które widziałem: zwiedzić Angkor Wat, zanurkować w Morzu Czerwonym i móc jeszcze raz podziwiać rafę koralową albo usłyszeć odgłosy dżungli w Tikal - mówi Leszek.

Egzotyczne święta

Tymczasem Monika właśnie wzięła urlop, bo już jutro wylatuje do Wenezueli.

- Przez portal internetiwy Couch Surfing nawiązałam kontakt z Wenezuelczykiem, artystą malarzem, u którego z moimi towarzyszami podróży będziemy gościć. Myślę, że to będzie najbardziej niesamowite Boże Narodzenie - cieszy się Monika Gajewska.

Justyna Tota

Express Bydgoski; 2009-12-12; link

Twój komentarz


Maksymalnie 1000 znaków. Znaczniki HTML wyłączone.

Komentarze nie na temat, łamiące zasady netykiety, lub spam zostaną usunięte!

CaptchaText

Wasze komentarze

Co za teksty2010-02-19

"Pociąg, którym jechałem wraz ze swymi towarzyszami podróży, był naprawdę wyjątkowy, bo było w nim wszystko: myszy, sprzedawcy makaronu, okoliczni znachorzy, a nawet muzyk bez nogi - wspomina Monika Gajewska. - W podróży był też czas zaprzyjaźnić się z birmańską rodziną. Udało się, mimo że ona nie znała ani słowa po angielsku, a my po birmańsku, no może poza „dziękuję” i „dzień dobry”."
Jak gadaliby po polsku to chyba nie byłoby problemu?

viki2010-12-08

do przedmówcy - to raczej ty czytaj ze zrozumieniem, bo cytowana Monika nie mówi, że rozmawiali, a że się ZAPRZYJAŹNILI z birmańską rodziną i to bez problemu, bo wyobraź sobie, że z drugim człowiekiem można porozumieć się też poprzez gesty czy zwyczajny uśmiech



Tak
Nie
Nie mam zdania


Głosuj
Wyniki
Szlaki Bory Tucholskie, Bydgoszcz, Toruń
Szlaki Kujawsko - Pomorskie


Centrum rowerowe

CMT Sport

Sport Factory

Patron medialny:

TVP Bydgoszcz